No taaak. Nie ma to jak wchodzić dzień w dzień na bloga i zbierać się do napisania notki. W każdym z tych momentów odzywał się we mnie wszechmocny leń i szybko wyłączałam internet. Straszne. Ale już powróciłam z krainy niepisaniowości.
W okresie między ostatnio dodaną notką a dniem dzisiejszym, sporo się działo. Zaczęło się i skończyło chodzenie na zarobek do rwania wiśni, zakup książek i całej reszty wyposażenia do szkoły, rewolucja modowa (czyt. zakupy w towarzystwie przyjaciółki i jej równie zwariowanej siostry), przekonanie mnie do kupna czarnych szpilek (czyt. zmuszenie mnie do zakupu). I tak właściwie, toby było na tyle. Po napisaniu okazało się, że wcale nie było tego tak dużo.
Zapomniałabym całkowicie, że przedwczoraj odkopałam w szafie gitarę, którą dostałam kilka lat temu na Gwiazdkę. Ogarnął mnie wtedy dziwny nastrój, którego nie potrafię nazwać, i zaczęłam uczyć się gry. Coś tam wybrzdąkam, ale mam nadzieję, że do końca wakacji czegoś się nauczę :).
Mam jeszcze małą, tyciusieńką prośbę. Jeżeli ktoś zobaczy, że zgodziłam się wejść do Pilicy, w której w tym samym czasie przebywa rodzina W., mój kuzyn i młodszy brat, niech mnie mocno walnie w głowę (czy jak to elokwentnie nazwał wujek - pusty barani łeb). Tak mnie obsypali piaskiem, że przez następny tydzień pozbywałam się go z włosów! Okropne uczucie. I ta woda w uszach i nosie. Zgroza.
Jak na tak długi okres czasu, notka krótka. Kiedyś to jeszcze nadrobię.
Do zobaczenia nie wiadomo kiedy.
Nie "nie wiadomo kiedy" tylko pisz, bo świetnie się to czyta. A propos gitary, to powiem Ci, że za ścianą mam kuzyna, który też posiada takową wraz ze świadomością, że NIE POTRAFI NA NIEJ GRAĆ, ale niestety świadomość ta znika po wypiciu różnych płynów, w wyniku czego czasem po dwudziestej trzeciej muszę mieć poduszkę NA zamiast POD głową :))
OdpowiedzUsuńJa do wkurzania ludzi za ścianą nie potrzebuję napojów wyskokowych. Wystarczy nuda i brak jakiejś fajnej książki :D
Usuń