Ostatnio było jakoś tak poważnie i na swój sposób mądrze, to teraz można coś głupiego. I bez sensu. W ogóle, to coś za często teraz wstawiam. Ale jakoś tak... Przyjemnie mi się teraz pisze. Nic z fabułą mi nie wychodzi, a taka pisanina jest o wiele prostsza.
Mam wrażenie, że się zmieniłam. Nie potrafię powiedzieć co konkretnie uległo metamorfozie, ale to jest dziwne. Dlaczego to nie może być jawne, proste i bez zbędnego komplikowania? Powinnam rozpatrzyć wszystkie swoje cechy i zachowania, żeby odkryć co to jest, tylko że to będzie długa i żmudna robota, a może nie przynieść pożądanych efektów. Zauważyłam, że stałam się minimalnie bardziej pewna siebie i trochę częściej szczerze się uśmiecham, ale to nie o to chodzi. Coś zmieniło się na gorsze. Chyba trochę boję się tego, co może wyniknąć z istnienia tego czegoś w zmienionej formie. To frustrujące, i to jak jasna cholera.
Krótko i nawet chyba na jakiś temat.
Dziękuję, dobranoc.
Scary
Ale za to opiszę tutaj. Tu przynajmniej obowiązuje częściowa anonimowość :)
Translate
poniedziałek, 14 września 2015
niedziela, 13 września 2015
Bez tytułu
Praca domowa może poczekać, prawda? Boję się, że znowu mi pomysł ucieknie, także raczej nie ma innego wyjścia, jak ustawić się w kolejce do podświadomości. Tam trzeba się zapisywać z odpowiednim wyprzedzeniem, dostaje się numerek i czeka się grzecznie na wezwanie do gabinetu. Niestety, zauważyłam, że to nie idzie kolejnością rosnącą, ani malejącą. To taki nieuporządkowany system. Niestety, sprzężenie mojej podświadomości z pamięcią działa destruktywnie na porządek w dokumentach i stąd ten bajzel. No ale, mniejsza z tym, bo zaraz znowu zapomnę, po co tu wlazłam.
I co? Musiałam przed chwilą przerwać pisanie i zapomniałam. Ehh... Powiesić się tylko na haku za żebra. Może mi się przypomni podczas pisania o wszystkim i o niczym? Można w sumie spróbować. To ja chyba jeszcze pomęczę temat matury, ocen, itp.
Jestem na bieżąco ze szkołą, uczę się już dwanaście lat. I mogę powiedzieć jedno. Szkoła nie rozwinęła we mnie twórczego myślenia. Wszystko musiało i nadal musi być schematyczne i dopasowane do narzuconego z góry klucza.Gdy polonistka dowiedziała się, że w wypracowaniu na egzaminie gimnazjalnym opierałam się na własnej lekturze, kompletnie spoza kanonu, była przerażona i pewna, że nie zostanie to dobrze ocenione. Myliła się, bo akurat za rozprawkę dostałam maksymalną ilość punktów, ale jak wiele jej reakcja mówi o tym, jak standardowo wygląda ocenianie takich prac. I teraz czeka mnie matura. O ile matematyka, geografia, czy angielski, wymagają ode mnie posiadania pewnej wiedzy i sprawdzają faktyczne opanowanie materiału, o tyle egzamin z języka polskiego jest według mnie trochę nieadekwatny do tego, co się dzieje na lekcjach. Matura z polskiego wymaga właśnie twórczego myślenia, a lekcje uczą nas działania schematycznego. Oczywiście, nie wszędzie musi to tak wyglądać, opieram się tylko na swoich własnych doświadczeniach i nie mam realnego porównania z innymi szkołami i nauczycielami.
Hmm... Ej, w zasadzie, to właśnie to mi od tygodnia chodziło po głowie. Chyba już kompletnie się zgubiłam. Zapomniałam o tym, miałam sobie o tym przypomnieć w trakcie pisania o czymś innym, co okazało się tym, o czym miałam sobie przypomnieć. Trochę bardzo to pomieszane. No cóż. W każdym razie się wyjaśniło. Dziękuję za uwagę.
Scary
I co? Musiałam przed chwilą przerwać pisanie i zapomniałam. Ehh... Powiesić się tylko na haku za żebra. Może mi się przypomni podczas pisania o wszystkim i o niczym? Można w sumie spróbować. To ja chyba jeszcze pomęczę temat matury, ocen, itp.
Jestem na bieżąco ze szkołą, uczę się już dwanaście lat. I mogę powiedzieć jedno. Szkoła nie rozwinęła we mnie twórczego myślenia. Wszystko musiało i nadal musi być schematyczne i dopasowane do narzuconego z góry klucza.Gdy polonistka dowiedziała się, że w wypracowaniu na egzaminie gimnazjalnym opierałam się na własnej lekturze, kompletnie spoza kanonu, była przerażona i pewna, że nie zostanie to dobrze ocenione. Myliła się, bo akurat za rozprawkę dostałam maksymalną ilość punktów, ale jak wiele jej reakcja mówi o tym, jak standardowo wygląda ocenianie takich prac. I teraz czeka mnie matura. O ile matematyka, geografia, czy angielski, wymagają ode mnie posiadania pewnej wiedzy i sprawdzają faktyczne opanowanie materiału, o tyle egzamin z języka polskiego jest według mnie trochę nieadekwatny do tego, co się dzieje na lekcjach. Matura z polskiego wymaga właśnie twórczego myślenia, a lekcje uczą nas działania schematycznego. Oczywiście, nie wszędzie musi to tak wyglądać, opieram się tylko na swoich własnych doświadczeniach i nie mam realnego porównania z innymi szkołami i nauczycielami.
Hmm... Ej, w zasadzie, to właśnie to mi od tygodnia chodziło po głowie. Chyba już kompletnie się zgubiłam. Zapomniałam o tym, miałam sobie o tym przypomnieć w trakcie pisania o czymś innym, co okazało się tym, o czym miałam sobie przypomnieć. Trochę bardzo to pomieszane. No cóż. W każdym razie się wyjaśniło. Dziękuję za uwagę.
Scary
sobota, 12 września 2015
Aaaaa...
Także tego... Żyję. Szpital był ponad miesiąc temu i był koszmarnie nudny. Naprawdę. Kompletnie nic się nie działo... Książki mi dowożono w międzyczasie, bo po trzech dniach zabrakło. Jedzenie nie było złe. Fakt, że jadłam tylko mannę i zupy, ale były zjadliwe. Pielęgniarki przyjemne i pomocne. Ekhm... To chyba tyle.
Koniec wakacji w sumie przywitałam z ulgą. Już się przynajmniej nie snuję jak duch po podwórku nie mając co ze sobą zrobić. Tylko to wstawanie o szóstej rano... Lubię się uczyć, poza tym, szkoła sprawia, że mam stały kontakt z ludźmi, mimo mojej awersji do tego. Wbrew pozorom, to całkiem zdrowe. Izolacja na dłuższą metę jest strasznie męcząca. Co jeszcze mogę na ten temat powiedzieć? Jak jasna cholera boję się przyszłorocznej matury i chyba już zacznę zbierać leki i ziółka na uspokojenie, bo inaczej nie przejdę przez to z zachowaniem psychiki w dobrym stanie. Jestem okropną panikarą i muszę z tym żyć.
Aaaa... Tak w ogóle, to... No i zdechło. Od paru dni nosiłam się z zamiarem, żeby coś napisać. I co? Nie pamiętam co to było... Moja pamięć to wredna małpa. Nie da mi zapomnieć o łyżce, którą jako sześciolatka wsadziłam sobie między świeżo wyrośnięte stałe dolne jedynki, ale już coś istotnego, na przykład myśl przewodnią tego wpisu, bardzo łatwo wymazuje z notatnika. Do diaska, muszę się z nią na poważnie rozmówić, bo tak dalej być nie może. Jak tu pamiętać o ważnych rzeczach, skoro ona woli przechowywać informacje o jakichś pierdołach? Grrr...
Także ten... To by było dzisiaj na tyle. Muszę co jakiś czas coś tu powypisywać, żeby znowu nie wyjść z wprawy.
Do przeczytania,
Scary
Koniec wakacji w sumie przywitałam z ulgą. Już się przynajmniej nie snuję jak duch po podwórku nie mając co ze sobą zrobić. Tylko to wstawanie o szóstej rano... Lubię się uczyć, poza tym, szkoła sprawia, że mam stały kontakt z ludźmi, mimo mojej awersji do tego. Wbrew pozorom, to całkiem zdrowe. Izolacja na dłuższą metę jest strasznie męcząca. Co jeszcze mogę na ten temat powiedzieć? Jak jasna cholera boję się przyszłorocznej matury i chyba już zacznę zbierać leki i ziółka na uspokojenie, bo inaczej nie przejdę przez to z zachowaniem psychiki w dobrym stanie. Jestem okropną panikarą i muszę z tym żyć.
Aaaa... Tak w ogóle, to... No i zdechło. Od paru dni nosiłam się z zamiarem, żeby coś napisać. I co? Nie pamiętam co to było... Moja pamięć to wredna małpa. Nie da mi zapomnieć o łyżce, którą jako sześciolatka wsadziłam sobie między świeżo wyrośnięte stałe dolne jedynki, ale już coś istotnego, na przykład myśl przewodnią tego wpisu, bardzo łatwo wymazuje z notatnika. Do diaska, muszę się z nią na poważnie rozmówić, bo tak dalej być nie może. Jak tu pamiętać o ważnych rzeczach, skoro ona woli przechowywać informacje o jakichś pierdołach? Grrr...
Także ten... To by było dzisiaj na tyle. Muszę co jakiś czas coś tu powypisywać, żeby znowu nie wyjść z wprawy.
Do przeczytania,
Scary
Subskrybuj:
Posty (Atom)