Translate

piątek, 15 lutego 2013

Dzień singla

Rany... Ja (czyt. osoba bardzo niesystematyczna) pamiętałam o tym, żeby napisać notkę. Teraz czekam na oklaski (na sali zapadła cisza, normalnie jak w westernach). Zakupy. Nie cierpię zakupów. Zwłaszcza tych z moja mamą. Zmuszała mnie do przymiarek najprzeróżniejszych ,,ubrań", które jej się podobały. Mile wspominam tylko kupno zegarka (wykreślić z listy wad: niepunktualna) i szwendanie się po Empiku. No i droga do Rawy też była całkiem znośna. Ktoś, kto zmusza mnie w ferie do opuszczenia cieplno-czekoladowo-herbacianego legowiska bez wyraźnej potrzeby naraża się na bardzo duże niebezpieczeństwo. Skończyłam już trzy z sześciu książek wypożyczonych na ferie. Bawiąc się w matematykę, to do przyszłego piątku powinnam skończyć wszystkie. Weekend zostanie mi na naukę (czyt. gapienie się w książki bez zbytniego zainteresowania) i odrabianie lekcji. Ale carpe diem, czy coś w ten deseń. Wracając do zegarka. Chińsko-japoński wyrób zegarkopodobny o oczojebnie niebieskim kolorze z czterema przyciskami kompletnie bez zastosowania. Jak szaleć, to szaleć. Wybuliłam na niego aż pięć sekund z życia, tzn. Mama: Który chcesz? Ja: Hmmm... Ten. (pokazując palcem na pierwszy z brzega). To chyba tyle ciekawego. I nic w tym poście nie ma absolutnego związku z obchodami Dnia singla :) Cześć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz