Rany, jak ja dawno tego nie czytałam. Była to jedna z pierwszych pozycji na mojej liście przeczytanych książek. A przedwczoraj znalazłam ją za kredensem. Taka zniszczona, zakurzona, zapomniana... Z radością przewracałam pogięte kartki i przypominałam sobie fabułę. No cóż, stara miłość nie rdzewieje. Teraz tylko doprowadzić ją do jak najlepszego stanu, czyli oczyścić z pajęczyn, kurzu itp., obłożyć, powklejać uciekające kartki. Potem to już tylko postawić na półce i móc do niej wracać. Marzenie...
Mniej przyjemna rzecz stała się wczorajszego popołudnia/wieczora (nie wiem, jak zimą określić godzinę 16:30). To może ja zacznę od początku. Przed naszym ogrodzeniem rosną dwa bardzo stare i dość wysokie kasztany, a nasz dom znajduje się całkiem blisko nich. Występujące ostatnio silne wiatry doprowadziły do złamania się jednego z rzeczonych drzew na wysokości około trzech metrów, które spadając, uszkodziło ścianę naszego domu i wybiło szybę w oknie. Nikomu nic się nie stało, bo wujek zauważył lecący pień i odciągnął babcię od stołu. Przeraziła się ona okropnie, bo nie wiedziała, co się dzieje, zresztą tak jak większość z nas. Tylko mama zachowała zimną krew i zadzwoniła po straż pożarną. Przyjechali, ale było już bardzo ciemno i niewiele dało się zrobić. Powiedzieli nam za to, że gdyby drzewo nie zaczepiło o sieć energetyczną, to zniszczyłoby dach i pokój mojego brata. Okazało się też, że skoro już to zrobiło, to pozbawiło prądu ponad połowę Żdżar, w tym kościół, w którym odbywała się wtedy msza rekolekcyjna. Zadzwonili więc po elektryków. Gdy dotarli oni na miejsce i zaczęli coś robić przy tym słupie, to zrobiła się taka zamieć, że nic nie było widać. Ale skończyli, prąd podłączyli i pojechali. Strażacy też. A drzewo leży. I nic z nim nie możemy zrobić. Z oknem też, bo musi przyjechać rzeczoznawca. No cudownie. Trochę zakryliśmy tą dziurę, ale wiatr i tak się przedostaje do wnętrza. Coś okropnego. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że to drugie też się bardzo mocno buja. I jak pieprznie (przepraszam za wyrażenie), to dopiero będzie cyrk. Ale wyciąć go, ani tego kikuta po tamtym drzewie wyciąć nie można, bo to bardzo stare drzewa, zabytki wręcz, i gmina nie pozwala. Chyba musi coś się komuś stać poważnego, żeby zauważyli problem i coś z tym zrobili. A teraz cóż. Pozostaje tylko czekać.
Rozczulona, wściekła i okropnie klnąca w realu
be happy!
Ojeju :( to rzeczywiście straszne. Naprawdę współczuję i mam nadzieję, że sprawa się szybko rozwiąże :3 pozdrawiam i całuję i jakbym mogła to przesłałabym nową szybkę do okna żeby nie wiało :*
OdpowiedzUsuńHah :D Dziękuję :)
Usuń